Polowanie Hubertowskie 2010

12 kwietnia 2011

Polowanie  to często wyobrażana przez wielu z nas krwawa masakra bezbronnych zwierząt. Ten obraz nie jest do końca sprawiedliwy, bo dla bardzo wielu  myśliwych to przede wszystkim kontakt z przyrodą, to słuchanie tego co ma nam do powiedzenia, wreszcie to obcowanie samemu z sobą. Dlatego chcemy Was zabrać na bezkrwawe łowy z aparatem. Naszymi przewodnikiem będą myśliwi Kazimierz i Jarosław Hapka z Koła Łowieckiego „Ostoja Koszalin”. To dzięki ich wiedzy możemy podziwiać piękno miejsc nie często odwiedzanych przez ludzi, miejsc gdzie jest dom, dom tych dużych i tych najmniejszych.

Ale zacznijmy od początku. Godzina 4:00  pobudka, wyjazd z Wadowic o 5:00 by jak najwcześniej dotrzeć do Koszalina. Kilometry drogi jak i godziny na zegarku leciały szybko. Nim się obejrzeliśmy, było późne popołudnie. Koniec drogi był bliski a i my już tak się nie spieszyliśmy podziwiając widoki jakie przed nami się pojawiały.

Mała impresja ” Tęcza”

Dramaturgia nieba i piękne kolory a to wszystko podkreślone pędzlem wiatru.

Zawsze widząc tęcze zadaję sobie pytanie, gdzie ona się zaczyna a gdzie kończy?

Znalazłem odpowiedź, pomiędzy mną a drzewami

Ledwo po złotych strzałach tęcz wsiedliśmy do samochodu a już za rogiem czaił się kolejny malowniczy obrazek.

Ostatnio podobne obrazki oglądaliśmy będąc w Skandynawii. Spokojnie i bez większych problemów dotarliśmy na miejcie.

Kolejny dzień rysował się wspaniale. Tuż o świcie wyruszyliśmy na łowy, oczywiście bezkrwawe.  Jeszcze nie dotarliśmy na miejsce a już można było podziwiać aurę wcześnie wstającego słońca.

 

 

Jak to my co chwilę przystawaliśmy aby zrobić zdjęcie, następne i następne…, żeby czasami czegoś nie przegapić.

Fotograf przyrody podobnie jak myśliwy, oczy szeroko otwarte wypatrujące ruchu, uszy wyczulone na najcichszy szmer, palec na spuście.


koło takich miejsc nie można przejść obojętnie. Choć mokro już w butach to… brniemy dalej.


Po porannym bezkrwawym polowaniu pora na powrót do domu.

Kolejny dzień, kolejna przygoda, tym razem popołudniowa. Gdy brzuchy syte  a oczka wyspane, wybieramy się na kolejne polowanie z obiektywami. Jeszcze tylko odpowiednio się przebrać, pozapinać wszystkie guziki, sprawdzenie czy sprzęt działa i w drogę.



Dzień się kończył, powoli zapadał zmrok , stado jeleni wychodziło na żer, świerszcze coraz głośniej realizował cowieczorny koncert, w oddali dawało się słyszeć szczekanie koziołka a my powoli wracając do samochodu, przystawaliśmy momentami wsłuchując się w to co miała nam do zanucenia natura.

Dobranoc ;)

6 komentarzy (dodaj komentarz)

  1. Świetne klimaty i piękne światło! Mieliście wielkie szczęście.

    Komentarz by Zygmunt Górski via Facebook — 12 kwietnia 2011 @ 22:54

  2. Dzięki, ale tam takie klimaty pewnie częściej niż u nas…bo nie ma co zasłaniać takich widoczków…płasko..;D

    Komentarz by Tokksa via Facebook — 12 kwietnia 2011 @ 23:04

  3. Rewelacja :)

    Komentarz by Kasia — 13 kwietnia 2011 @ 06:47

  4. Ekstra. Od razu przypomniały mi się wakacje nad morzem :) ) Te wiatraki, i rosa… A co do tęczy to w dzieciństwie widywałam ją bardzo często za oknem. W moich rodzinnych stronach jest właśnie „płasko” ;) A jak „szła” burza to dopiero były widoki. Dzięki za możliwość obejrzenia takich widoczków… :)

    Komentarz by Karina Sipiorska via Facebook — 13 kwietnia 2011 @ 17:42

  5. piękne te zdjęcia,a wujek bardzo fotogeniczny muszę przyznać.Oj posiedziało by się na ambonie,taki spokój.rozmarzyłam się:)

    Komentarz by Kamila Wiśniowska via Facebook — 13 kwietnia 2011 @ 21:22

  6. Piękne zdjęcia

    Komentarz by Jolanta Otro via Facebook — 25 kwietnia 2011 @ 23:12

Dodaj komentarz